Przygoda z Wordem

Jakieś trzy latat temu, po kolejnym alercie bezpieczeństwa dotyczącym edytora równań (Equation editor 3.0) firma Microsoft wypuściła poprawkę bezpieczeństwa usuwającą go ze wszystkich praktycznie swoich produktów.
Problem mnie nie dotyczył (ani nie dotyczy), a dowiedziałem się o nim dopiero kilka dni temu.
Pytanie jest takie: jakie to wygenerowało problemy:

  1. Użytkownicy stracili możliwość edycji swoich starych dokumentów.
  2. Użytkownicy (w wielu przypadkach) stracili możliwość „wyświetlania” przygotowanych wcześniej dokumentów, gdyż, wraz z usunięciem edytora równań, usunięto plik fontu potrzeby do prezentacji niektórych, występujących w równaniach znaków.

Co Microsoft zaproponował swoim użytkownikom:

  • zakup komercyjnego narzędzia MathType (97$ lub 57​$ w wersji akademickiej)
  • lub upgrade do najnowszej wersji Worda, która (w większości przpadkow według firmy) będzie potrafiła skonwertować stare wzory do nowego formatu.

Historycznie na sprawę patrząc Microsoft na potrzeby MS Office kupił od firmy MathType edytor równań, ktory został zintegrowany z Officem. (podobnie zakupiony został PowerPoint).

Jaki stąd wniosek?

Podstawowy to chyba tylko jeden: Naukowcy piszący wzory nie są istotnym z biznesowego punktu widzenia klientem firmy.

No cóż. Używajcie LaTeXa!

PS Gdyby poprawka bezpieczeństwa pozostawiłą na dysku plik fontu mtextra.ttf problemy byłyby ciut mniejsze.
PPS Tak, firma Microsoft wypuściłą odpowiednią poprawkę (instalujacą font) ale nie do wszystkich wersji swojego oprogramowania.

Sztuka cytowania (i pisania prac naukowych)

W czasach, w których jeżeli czegoś nie ma w Internecie to nie istnieje cytowanie powinno być łatwizną. Okazuje się. ze jednak nie koniecznie.

Otóż około 1000 prac naukowych powołuje się na artykuł:

Van der Geer, J., Hanraads, J.A.J., Lupton, R.A., 2010. The art of writing a scientific article. J Sci. Commun. 163 (2) 51-59.

Cały problem polega na tym, że nawet jeżeli istnieje czasopismo JCOM (Journal of Science Communication) to nie ma tam wzmiankowanego artykułu… Artykuły o podobnym tytule zdarzają się, ale są innego autorstwa i można je znaleźć gdzie indziej.

A najlepsze jest, że w artykule A brief review of common grammatical and scientific errors seen in reviewing protein purification manuscripts for 25 years autor (Richard R.Burgess), powołując się na swoje doświadczenia wieloletniego recenzenta (cytuje tę pracę na drugim miejscu) zalecajac zwłaszcza wśród wielu wypunktowanych często spotykanych błędów:

Make sure to proofread references. These are often not checked carefully and contain inconsistencies, missing information, and duplications.

Wniosek jest taki: żeby cokolwiek zacytować trzeba to najpierw przeczytać (albo choć zobaczyć na włąsne oczy).

Do wygenerowanie tego wpisu zainspirował mnei wpis na blogu Biokompost zatytułowany Cytat na dziś: The art of writing a scientific article

Dane, dane, dane…

…gdzie są te dane!

Nie chcąc zbyt wiele pisać na ten temat podepnę wpis z portalu Smarter Poland (poświęconego różnycm ciekawym sposobom przetwarzania danych). Opiekunem portalu jest Przemysłąw Biecek (absolwent Politechniki Wrocłąwskiej), z którym miałem przyjemność kiedyś się spotkać…

Rząd Polski publikuje dane na temat rozwoju pandemi w postaci wpisów twitterowych, bardzo chętnie umieszczając tam infografiki zawierające różne pożyteczne informacje (o liczbie zajętych respiratorów, na przykład). Oczywiście, można zapytać cóż w tym złego? Niby nic, ale taki Rząd Włoski poblikuje dane na githubie: Presidenza del Consiglio dei Ministri – Dipartimento della Protezione Civile. Czyli można inaczej.

W Polsce wszyscy podniecają się, że dane takie ręcznie zbiera i publikuje jako arkusz kalkulacjny Google nastolatek z Torunia. Z danych tych korzystają praktycznie wszystkie zespoły naukowe chcące dokonywać jakichś prognoz.

Na koniec zobaczmy co pisze Przemysłąw Biecek:

Dlaczego dostępność dobrej jakości danych jest taka ważna?

Brak dobrej jakości danych paraliżuje prace niezliczonej ilości podmiotów. Począwszy od modelarzy, którzy miesiącami opracowują modele predykcyjne dla możliwych scenariuszy pandemii, przez właścicieli małych biznesów, którzy nie wiedząc jak wygląda sytuacja nie mogą efektywnie planować swojej pracy, po szeregowych obywateli, którzy po prostu chcą wiedzieć co się dzieje. Bardzo chcą wiedzieć, więc jeżeli nie będzie oficjalnych rzetelnych danych to tworzy się przestrzeń dla fakenewsów.

(Za serwisem SmarterPoland.pl)

Ach! Te procenty

Na konferencji prasowej, która odbyła się 8 października, Premier RP powiedział, że o 30% wzrosłą liczba nowych przypadków w stosunku do liczby podanej dnia poprzedniego.

Szybkie sprawdzenie pozwoliło stwierdzić, że 7 października Ministerstwo Zdrowia zaraportowało 3003 przypadki, natomiast 8 października podało 4280 przypadków. Na pierwszy „rzut oka” wzrosło nam o 1200 przypadków, czyli około 40% w stosunku do stanu poprzedniego.

Można też powiedzieć, że 7 października mieliśmy 30% mniej przypadków niż 8 października, ale nie znaczy to że wzrosło o 30 procent.

A myślałem, że Pan Premier kiedyś pracował w banku i z procentami jest trochę obeznany…

Dowody na istnienie kosmitów

Ostatnio ogromne zainteresowanie mediów i naukowców wywołała praca Phosphine gas in the cloud decks of Venus. Najprostszy wniosek z niej wypływający jest taki: Na Wenus jest życie! Pewne komentarze pojawiły się również na naszej stronie głównej.

W dowcipny sposób skomentowano to na stronach xkcd

Dowody na życie na Wenus

Tłumaczy on, w pewnym stopniu, jak należy traktować różne doniesienia i jakie z nich wyciągać wnioski. Obszerne wytłumaczenie, jak zwykle, na serwisie Explain XKCD.