Archiwum kategorii: Ciekawostki

Próby łazika marsjańskiego

A tymczasem, nad Odrą, na Bulwarze prof. Kulczyńskiego trwają próby (czy może raczej casting) łazika marsjańskiego. Żeby dostać się na zawody w USA trzeba przedstawić ładny filmik — stąd spora grupa fotografów i ekipa telewizji styk.

Wychodzi mi, że mimo iż prowadziłem ze dwie prace dyplomowe związane z tym projektem było to pierwszy „bliższy” kontakt z samym pojazdem.

Cud nad Odrą

Cud nad Odrą

[restrict]
Data publikacji: 20.09.2018, 00:09 Ostatnia aktualizacja: 20.09.2018, 00:09

Andrzej Krajewski

30 kwietnia wyłączono Odrę, ostatni polski komputer pracujący nieprzerwanie od z górą 30 lat. Dumę informatyki PRL.

Dla kapitana Tedda Reachmonda nocny lot 27 marca 1999 roku zakończył się niespodziewanie. Pilotowany przez niego niewidzialny dla radarów myśliwiec bombardujący F-117 US Air Force wykonywał misję bojową nad Serbią, gdy znalazł się w polu nasłuchu wyprodukowanego jeszcze przez Czechosłowację systemu radiolokacji pasywnej Tamara. Sterujący systemem komputer Rodan 10 dostrzegł minimalne ślady echa. W pamięci urządzenia, będącego militarną odmianą Odry 1325, zapisano wzorce ech, jakie mogą generować samoloty klasy stealth: B-2 lub F-117.

Sekunda analizy, wniosek: wróg. Kolejna sekunda: odległość, prędkość, wysokość, tor lotu. Dane trafiają do radzieckiego zestawu rakiet ziemia-powietrze S-125 Newa. Serbski pułkownik Zoltan Dani wydaje krótką komendę: „Odpalić rakietę”. Kilka sekund, wybuch i wart 120 mln dolarów amerykański samolot zaczął spadać w dół.

Trudno powiedzieć, kto był bardziej zdziwiony: wiszący pod czaszą spadochronu kpt. Reachmond czy analitycy w Pentagonie. Według posiadanych przez nich informacji sprzęt wyprodukowany w krajach Układu Warszawskiego nie miał prawa namierzyć i zniszczyć naszpikowanego elektroniką samolotu klasy stealth. Jednak tego niuansu nikt nie zakodował w pamięci starej Odry. Ona robiła swoje.

Na pytanie, czy jest zdziwiony, że w Ośrodku Informatyki PKP w Lublinie komputer Odra 1305 pracował bez przerwy przez 34 lata do początku maja tego roku, inżynier Eugeniusz Bilski uśmiecha się z zadowoleniem, ale zaraz wzrusza ramionami. — Ten model może pracować kilkaset lat, wystarczy jedynie odpowiednio go konserwować — odpowiada jeden z ojców rodziny komputerów Odra. — Jego konstrukcja i oprogramowanie są takie, że bez fizycznego uszkodzenia nie ma prawa się zepsuć — dodaje. Dziś, gdy zawieszanie się komputerów jest normalną przypadłością, zakrawa to na cud. Ale słowo „cud” towarzyszyło Odrze od dnia narodzin.

Fot.: Newsweek_redakcja_zrodlo

Uruchomione w 1959 roku Wrocławskie Zakłady Elektroniczne Elwro miały produkować telewizory i tzw. automatykę przemysłową. Jednak ich dyrektor Marian Tarnkowski miał wizję. Marzyły mu się komputery.

— Tarnkowski oczarował władze ideą, że Elwro będzie produkowało mózgi elektronowe, co wówczas było bardzo modne — wspomina Eugeniusz Bilski, który brał udział w projekcie od samego początku. Ale pod koniec lat 50. w Polsce mózgi elektronowe znaleźć można było głównie na kartach powieści Stanisława Lema. Ubogi kraj w dziedzinie elektroniki pozostawał daleko w tyle za USA czy Wielką Brytanią. Próbne modele komputerów budowano na Politechnice Warszawskiej i w Zakładzie Aparatów Matematycznych. Elektronicy z Elwro pojechali do stolicy na szkolenia, a po powrocie zabrali się do budowy własnych konstrukcji.

— To byli młodzi ludzie, żądni wiedzy i sławy — wspomina Bilski. – Kiedy wrócili z Warszawy, powiedzieli, że prześcigną swoich mistrzów. Tam widzieli komputery oparte na lampach próżniowych, oni pierwszą Odrę 1001 zrobili w 1960 roku już na tranzystorach.

Jednak zarówno Odra 1001, jak i Odra 1002 okazały się bardzo zawodne. Wobec tego dyrektor Tarnkowski zdecydował się przejąć od Politechniki Warszawskiej opartą na lampach maszynę elektronową UMC-1 i wdrożyć ją do seryjnej produkcji.

— W hali montażowej stało kilka stanowisk i montowało się ręcznie elektronikę: lampy, oporniki, kondensatory — wspomina Bilski. Jednocześnie konstruktorzy nie zaprzestali własnych prac i wreszcie w 1963 roku weszła do produkcji tranzystorowa Odra 1003. Ale jej pojawienie się wcale nie ucieszyło władz. Komitet Warszawski PZPR bardzo chciał, by komputery produkowano w stolicy. Z kolei we Wrocławiu kierownictwo partyjne bało się, co może wyniknąć z tego, że w jednym miejscu pracuje tylu wykształconych ludzi. W przesłanej do Warszawy w 1965 roku analizie wrocławskiego Komitetu Wojewódzkiego PZPR skarżono się na Elwro: „Zakład wyraźnie unika wydatnego zwiększenia asortymentu automatyki przemysłowej, (…) podczas gdy wydaje się zbyt wygórowany program maszyn cyfrowych”. Do tego jeszcze młodzi inżynierowie okazywali się zbyt samodzielni. „W miarę możliwości kadrę kierującą produkcją nasycać ludźmi bardziej doświadczonymi w przemyśle, znającymi życie wielkofabryczne w środowisku robotniczym” — zalecano.

— Kilkuset ludzi z wyższym wykształceniem pracujących w jednym miejscu, gdy w innych zakładach było po kilkunastu, to niepokoiło władze – wspomina Bilski.

Kiedy zaś twórca zakładu Marian Tarnkowski odszedł ze stanowiska, Elwro mogło mieć na swoją obronę jedynie wybitne osiągnięcia. I w niemal cudowny sposób ich dokonano. W 1966 roku zespół elektroników kierowany przez Thanasisa Kamburelisa zbudował Odrę 1204.

— Ten Grek z Tracji, genialny matematyk i logik, który wyemigrował z ojczyzny po wojnie domowej 1948 roku, uważał, że nie ma rzeczy niemożliwych. Stale zarażał nas swoim optymizmem — tak zapamiętał dawnego mentora jeden z konstruktorów, Adam Urbanek. Stworzona przez Kamburelisa Odra 1204 była pierwszym polskim komputerem potrafiącym przetwarzać dane.

— Ta maszyna już nie tylko dokonywała obliczeń matematycznych, lecz także zajmowała się analizą, planowaniem, sprawami organizacyjnymi i ekonomicznymi — wylicza Bilski.

Jednak Odra 1204 musiała mieć dobre oprogramowanie, by w pełni wykorzystywać swe możliwości.

— Żeby je napisać, potrzeba było wówczas ponad setki matematyków programistów. Elwro nie miała takich możliwości — wyjaśnia Bilski. W tej sytuacji pod wpływem monitów z Wrocławia rządowa Komisja Oceny Maszyn Matematycznych, a następnie władze zgodziły się na zakup oprogramowania od firmy zachodniej. W kwietniu 1967 roku na wyprawę do Londynu wyruszyło pięciu dyrektorów i urzędników z różnych zjednoczeń przemysłowych oraz dyrektor techniczny Elwro Eugeniusz Bilski. Przybysze zza żelaznej kurtyny mieli iście ułańską fantazję, bo pierwsze kroki skierowali do centrali największego producenta komputerów na świecie, amerykańskiej korporacji IBM.

— Wyszedł do nas na korytarz facet po kielichu, co było widać, nawet nas nie zaprosił do gabinetu. Gdy się dowiedział, o co chodzi, powiedział, że IBM nie jest zainteresowany żadną współpracą z Europą Wschodnią. No to poszliśmy do następnych firm, tym razem angielskich – opowiada Bilski. W końcu w siedzibie brytyjskiego koncernu ICL Polaków nie wyrzucono za drzwi, tylko uprzejmie przyjęto i wysłuchano. Następnie zabrano na wycieczkę do fabryk ICL w Manchesterze, Stevenage, Letchworth, a na koniec zgodzono się udostępnić oprogramowanie źródłowe i tzw. dokumentację logiczną procesora ICL 1904. W zamian władze PRL obiecały kupić dwa zestawy komputerów ICL 1900 za 300 tys. dol. Umowę podpisano w Warszawie w lipcu 1967 roku.

— Potem przedstawiciel ICL zaproponował wspólną konferencję prasową i był zdziwiony, kiedy mu powiedziano, że w Polsce nie ma takiego zwyczaju — wspomina Bilski. Informacja o udanej transakcji nigdy się nie ukazała na łamach prasy PRL, choć ICL wywiązał się z zobowiązań. Przekazał oprogramowanie na taśmach magnetycznych wraz z ich opisem, a programiści z Elwro jeździli na szkolenia do Anglii. Co ciekawe, rząd Wielkiej Brytanii nigdy nie zablokował transferu nowoczesnej technologii. – Anglicy po prostu nie wierzyli, że uda się nam zbudować urządzenie zdolne pracować na ich oprogramowaniu — uważa Bilski.

Sam pomysł, żeby tworzyć komputer na podstawie systemu operacyjnego i dokumentacji logicznej, wydawał się w tamtych czasach absurdalny. To tak jakby najpierw kupić meble, dywany, sprzęty kuchenne, a potem wokół nich zacząć budowę domu. W ICL nie wiedziano, że Elwro ma Odrę 1204, jednak przed Thanasisem Kamburelisem i tak stanęło trudne zadanie, bo musiał ją przerobić, by pasowała do angielskiego software’u.

— Chyba nikt inny na świecie nie dokonał wcześniej czegoś takiego – uważa Adam Urbanek. Nowa Odra o symbolu 1304 na oprogramowaniu ICL działała znakomicie. Mało brakowało, by fakt ten nie miał żadnego znaczenia. W lutym 1968 roku do Moskwy wezwano delegację rządową z Polski, by poinformować ją, że kraje demokracji ludowej mają obowiązek produkowania komputerów radzieckich (tak naprawdę były one konstrukcji amerykańskiej).

Kradzież z IBM przez KGB planów konstrukcyjnych i oprogramowania to jeden z większych sukcesów sowieckich szpiegów. Ale Krajowi Rad rabunki przychodziły o wiele łatwiej niż tworzenie mózgów elektronowych. Oparty na planach IBM program budowy komputera Riad pod koniec lat 60. stanął w miejscu i dzięki temu Elwro mogło rozpocząć seryjną produkcję Odry 1304 (powstało 90 egzemplarzy) oraz pracować nad pierwszym polskim komputerem zbudowanym z układów scalonych. W PRL zmienił się też sposób traktowania elektroniki. „W przeliczeniu na milion mieszkańców w Polsce jest ok. 70 razy mniej komputerów niż w USA i około 15 razy mniej niż w NRF. Szacuje się, iż nasze opóźnienie w zastosowaniu maszyn cyfrowych wynosi około 10 lat w stosunku do USA i około 5 lat w stosunku do krajów EWG” — zapisano w 1971 roku w opracowaniu, które trafiło na biurko I sekretarza Komitetu Centralnego PZPR Edwarda Gierka. Moda na wspieranie nowoczesnych technologii sprawiła, że Elwro dostało zgodę na sprowadzenie z USA krzemowych układów scalonych wytwarzanych przez firmę Texas Instruments. Zbudowano z nich dwa prototypowe egzemplarze Odry 1305, która okazała się strzałem w dziesiątkę. Mający zbliżone parametry komputer IBM 370 (model 145) potrafił wykonać 180 tysięcy operacji na sekundę, a Odra 1305 pracująca na oprogramowaniu ICL wykonywała ich 370 tysięcy!

Wkrótce komputery z Elwro zapoczątkowały w Polsce pierwszą rewolucję informatyczną. Instalowano je w najważniejszych zakładach przemysłowych, ośrodkach przetwarzania danych, w kolejnictwie i na wyższych uczelniach. Łącznie wyposażono w nie ponad 500 przedsiębiorstw i instytucji. Jednocześnie podjęto produkcję układów scalonych na licencji firmy Texas Instruments. Wydawało się, że PRL zacznie odrabiać dystans dzielący ją od Zachodu, gdy nagle o swoje prawa upomniał się Kreml, bo Riad był wreszcie gotów. Zadania produkcji poszczególnych modeli rozdzielono między państwa satelickie ZSRR. Polsce przypadł model R-30.

— Początkowo chciano go wytwarzać w Warszawie, ale pod koniec 1971 roku okazało się, że żadne tamtejsze przedsiębiorstwo nie jest w stanie temu podołać — opowiada Adam Urbanek. — Wówczas to nieszczęście spadło na nas. Kiedy przywieźli pierwszy egzemplarz, aż złapaliśmy się za głowę, gdy zobaczyliśmy, jaki to szmelc — wspomina.

Ale nawet to nie osłabiło inwencji młodych zapaleńców. Wpadli na pomysł, by wziąć oprogramowanie ukradzione IBM i zbudować własnego Riada, tak jak Kamburelis budował Odrę 1304. Wkrótce powstał elwrowski R-32 na amerykańskich układach scalonych. Kiedy w lipcu 1973 roku wystawiono go w Moskwie obok Riadów z innych krajów RWPG, Rosjanie dosłownie się zagotowali.

— Doszło do wielkiej awantury, a pracę straciło kilka osób na wysokich stanowiskach — wspomina Urbanek. We wrześniu 1973 roku do Wrocławia przyjechała delegacja z ZSRR, żeby wymusić zaprzestanie produkcji w Elwro jakichkolwiek innych komputerów niż sowieckie. Jedynie twardy opór ministra przemysłu maszynowego Aleksandra Kopcia zapobiegł katastrofie.

Widząc, że Polacy nie skapitulują, wysłannicy Kremla ulegli namowom, by w Elwro poza linią produkcyjną Riadów pozostała też druga, do produkcji polskiego sprzętu. Rok później Rosjanie boleśnie odczuli skutki swej wspaniałomyślności. Podczas międzynarodowych targów w Brnie Czesi urządzili wyścig komputerów. Mierzono, w jakim czasie poszczególne modele wykonają milion operacji. Riad R-30 potrzebował na to 70 sekund. Po nim wystartował elwrowski R-32. Cała operacja zajęła mu… 7 sekund! Na wystawie zapanowała konsternacja. Ale żaden z krajów RWPG nie ośmielił się zakupić polskiej wersji Riada.

Jednak Elwro nie narzekało na brak zamówień. — Duża część produkcji szła na potrzeby wojska — wspomina Adam Urbanek. Stworzono także zminiaturyzowaną Odrę 1325, która pod nazwą Rodan 10 znalazła wiele zastosowań militarnych, m.in. kierowanie ogniem artyleryjskim i planowanie sztabowe. Czechosłowackie zakłady Tesla uczyniły z Rodanów mózgi sterujące systemem radiolokacji pasywnej Tamara.

Po zażegnaniu kryzysu wywołanego przez sowieckie Riady wydawało się, że przed Elwro otwiera się świetlana przyszłość. Wyprodukowano 364 sztuki świetnej Odry 1305, z czego prawie jedną trzecią na eksport. Komputery te miały opinię niezawodnych, wystarczyło więc tylko iść za ciosem. Ale w kolejnych latach w Elwro zapanował totalny marazm. Nie wprowadzano innowacji, przestano ścigać się ze światem, najlepsi konstruktorzy odeszli lub się zestarzeli. Kiedy na Zachodzie rewolucja informatyczna nabierała rozpędu, Odra 1305 szybko stawała się zabytkiem.

— Ona była zbyt dobra — twierdzi Adam Urbanek. — A w realnym socjalizmie, gdzie każda innowacja przychodzi z trudem, nikt oprócz konstruktorów nie chciał jej ulepszać. Poza tym pod koniec lat 70. zaczął się kryzys i na wszystko brakowało dewiz — dodaje.

Być może paradoksalnie wysoka jakość komputerów Odra przesądziła o losie komputerów Elwro. Działały niezawodnie po 30 lat, ale cały świat szedł do przodu i w latach 80. były już obiektem kpin, zaś macierzysty zakład przypominał muzeum techniki. Przestarzałe i źle zarządzane zakłady Elwro w 1993 roku sprzedano koncernowi Siemens, który szybko zlikwidował i zrównał z ziemią dawną dumę polskiej elektroniki. I to był koniec wrocławskiego informatycznego cudu. Choć czasami — jak to z cudami bywa — przypomina on o sobie, wprawiając w osłupienie, czy to pilota F-117 kapitana Reachmonda czy dziennikarzy, którzy odkryli, że jakiś komputer może bez zawieszania się działać przez 34 lata.

„Dr Andrzej Krajewski jest historykiem i publicystą”

© 2018 Ringier Axel Springer Polska. Wszelkie prawa zastrzeżone
[/restrict]

Patrz również tu:

Cicer cum caule czyli groch z kapustą

Podczas seminarium mówiłem o:

  1. Szablonie prezentacji. Informacje o nim znaleźć można w dziale Projekty.
  2. O studiach dualnych nie ma zbyt wielu informacji na stronach Politechniki Wrocławskiej.
  3. Ledwie parę słów poświęciłem koncepcji „laboratoriów wirtualnych”. Nasze doświadczenia znaleźć można w kilku publikacjach (z lat 2000–2005): [1], [2], [3], [4], [5].Natomiast warto zajrzeć na strony Center for System Design (CSD) gdzie znaleźć można jakieś informacje o laboratoriach wirtualnych, ale w kontekście, który nigdy nas zbytnio nie interesował, to znaczy symulacji różnego rodzaju eksperymentów. Nie jest to bez sensu. tu, na przykład Free vibration of cantilever beam. Ale większość stron jest niedostępna…
  4. Kolejny poruszony temat to były „notatniki” pozwalające na prowadzenie interaktywnych obliczeń z wykorzystaniem profesjonalnego oprogramowania (na przykład Mathematica czy profesjonalne biblioteki numeryczne dostępne w Pythonie albo obliczenia z użyciem języka analiz statystycznych R).Jeżeli ktoś zechce może zapoznać się z ideą wykorzystania takiego oprogramowania na przykładzie Jupytera. Zachęcałem studentów do korzystania z niego na zajęciach z Metod Numerycznych i tam odsyłam zainteresowanych.
  5. Parę uwag poświęciłem też przygotowywaniu bibliografii. Pracując w redakcji czasopisma e-Informatica Software Engineering Journal mam jak najgorsze doświadczenia. Z moich doświadczeń wynika, że informacje bibliograficzne przygotowywane są bardzo niestarannie.Cały problem polega na tym, że dzisiejsze metody oceny zaczynają się (i bardzo często kończą) na kilku bibliometrycznych wskaźnikach. Wydaje się, że warto walczyć o wysoką jakość bibliografii — być może przełoży się to kiedyś na oceny.Bardzo interesujący (choć zapewne reklamowy) artykuł pod tytułem „Śledzenie, wizualizacja oraz ocena dorobku naukowego z wykorzystaniem bazy Scopus” opisuje możliwości zastosowania serwisu do prowadzenia analiz dorobku.
  6. Jeżeli wziąć pod uwagę, że to fizyk wymyślił wskaźnik rządzący dziś nauką światową nie powinien dziwić inny artykuł Hierarchical organization of H. Eugene Stanley scientific collaboration community in weighted network representation napisany przez fizyków z Instytutu Fizyki Jądrowej w Krakowie. Omówienie po polsku przedstawia główne idee artykułu i pozwala obrazować „zależności” pomiędzy publikacjami i prezentowanymi tam ideami (co widać na rys. 1).

    PIC

    Rysunek 1: Grafy ilustrujące powiązania naukowe Paula Erdősa, Edwarda Wittena, Marcela Ausloosa i Harry’ego E. Stanleya. W sieci Wittena wyraźnie widać trzy podsieci odpowiadające konkretnym tematom. (Źródło: [6])


    Podobne, ale nieco amatorskie, zależności pomiędzy współautorami z naszej katedry prezentuje rysunek 2. Uzyskany on został automatycznie na podstawie analizy bazy danych BibTeXa.


    pict

    Rysunek 2: Graficzna prezentacja prac współlokatorskich prof. Marka Rybaczuka; wyraźnie widać podsieci różnych zainteresowań


  7. Ostatnim tematem była sztuczna inteligencja. Wszystkie wątpliwości związane ze sztuczną inteligencją najlepiej ilustruje komiks z serwisu xkcd (rys. 3).

    PIC

    Rysunek 3: Łatwo dosyć jest stworzyć sztuczną inteligencję, która coś naśladuje (powtarzajac)


    Oczywiście sprawa nie jest tak prosta jak się wydaje na pierwszy rzut oka, ale…

    W prezentacji wspomniałem o dwu przykładach działania sztucznej inteligencji pierwszy dotyczył inteligentnego skalowania fotografii [7]. Efekty nie są może „porażające”, ale widać, że algorytm „stara się”.

    Potencjalnie znacznie ciekawszy jest drugi przykład tworzenia realistycznych „fotografii” na podstawie opisu słownego [8]. Ale trzeba sobie zdawać, że tak na prawdę, jest to zadanie „odwrotne” do zadania klasyfikacji: zaleźć trzeba punkt w przestrzeni cech możliwie najbliższy prototypom o opisanych cechach.

Meltdown & Spectre

Pewno wszyscy już słyszeli o problemach Intela z procesorami. Pamiętać trzeba, że nie tylko Intel ma problemy. Praktycznie wszystkie współczesne procesory podatne są na te ataki.

Zaczęły się już pojawiać łatki dla systemów operacyjnych, ale — uczciwie trzeba powiedzieć — ich stosowanie będzie okupione spadkiem wydajności. Nie we wszystkich przypadkach, ale w niektórych dosyć poważnym.

Trudno dosyć wytłumaczyć istotę tego problemu (i uczciwie trzeba powiedzieć, że trzeba było 20 lat, żeby został on odkryty). Poniższy komiks (zaczerpnięty z XKCD) najlepiej tłumaczy istotę problemu.

Walka z problemem jest teoretycznie prosta: wystarczy wyrzucić posiadany sprzęt i zastąpić go nowym, wolnym od tego zagrożenia. Problem polega na tym, że nie ma nowych procesorów, które nie są podatne na ataki. A ich zaprojektowanie zajmie lata.