Archiwum kategorii: Ciekawostki

Świetna wtyczka do Google Scholar, czyli znajdź pełną wersję tekstu | Warsztat badacza – Emanuel Kulczycki

Emanuel Kulczycki na swoim blogu opisuje bardzo interesującą wtyczkę do przeglądarki Google Chrome, która ułatwia poszukiwanie pełnych tekstów prac naukowych (jeżeli są dostępne) oraz cytowanie prac. Wystarczy na przeglądanej stronie zaznaczyć tytuł pracy i jednym kliknięciem uruchomić wtyczkę: dostaniemy informacje bibliograficzne o pracy oraz — jeżeli tylko Scholar odnalazł — pełen tekst.

Przyznać trzeba, że nieźle łączy informacje z różnych źródeł, dostarczając PDFa nie tylko z oficjalnych stron czasopism

Kilka dni temu na mojej startowej stronie w Google Scholar pojawiła się informacja, że mogę sobie zainstalować oficjalny Google Scholar Button. Pozwala on (za oficjalnym opisem):

  • Odszukać pełny tekst na stronie internetowej lub w bibliotece uniwersyteckiej. Zaznacz tytuł pracy na stronie, którą czytasz, a następnie kliknij przycisk Scholar, by znaleźć tę pracę.

  • Przenieść zapytanie z wyszukiwarki internetowej do Google Scholar. Naciśnij przycisk Scholar, by wyświetlić trzy najlepsze wyniki; kliknij „pełny ekran” w lewym dolnym rogu wyskakującego okienka, by zobaczyć je wszystkie.

  • Sformatować przypisy zgodnie z popularnymi stylami cytowania. Naciśnij przycisk cytowania w wyskakującym okienku, by zobaczyć sformatowany przypis, a następnie skopiuj go do redagowanej pracy.

za  Świetna wtyczka do Google Scholar, czyli znajdź pełną wersję tekstu | Warsztat badacza – Emanuel Kulczycki.

Prof. Sztompka: uniwersytet nie może być przedsiębiorstwem | Aktualności o polskiej nauce, badaniach, wydarzeniach, polskich uczelniach i instytutach badawczych

Ale to tylko gdzieś na świecie. My nie musimy się przejmować…

Musimy powrócić do wysokich standardów akademickich i do wspólnoty uczonych. Uniwersytet nie może być firmą, taśmowo produkującą absolwentów – mówi PAP prof. Piotr Sztompka, szef Rady Programowej zaczynającego się w czwartek Kongresu Kultury Akademickiej.

za Prof. Sztompka: uniwersytet nie może być przedsiębiorstwem | Aktualności o polskiej nauce, badaniach, wydarzeniach, polskich uczelniach i instytutach badawczych.

Bogdan Miś: Komputer na studiach | Studio Opinii

Bogdan Miś: matematyk, dziennikarz naukowy, nauczyciel akademicki, ale również jeden z pionierów informatyki pisze o swoich przemyśleniach na temat informatyki w szkołach wyższych. Warto przeczytać i się zastanowić, choć chyba stan obecny trudno będzie zmienić.

Nic przeto w sumie dziwnego, że – o ile wiem – z korzystaniem z narzędzi informatycznych w szkole wyższej jest podobnie, jak z matematyką. Jak się chce coś zrobić, należy właściwie założyć u studenta zerowy poziom wiedzy i umiejętności i na początku zajęć zorganizować coś w rodzaju repetytorium, czy kursu wstępnego. A potem kończy się semestr, zajęcia zazwyczaj dłużej nie trwają, no i problem przestaje istnieć. Studentów nie boli, prowadzący wziął swoje śmieszne honorarium, listy z zaliczeniami w dziekanacie – i wszyscy są zadowoleni.

za: Bogdan Miś: Komputer na studiach | Studio Opinii.

Zwiększone wynagrodzenia

18 grudnia 2014 Senat podjął uchwałę regulującą zasady przyznawania zwiększonego wynagrodzenia pracownikom Politechniki Wrocławskiej. Na jej podstawie powstało odpowiednie Zarządzenie.

Jego paragraf pierwszy mówi, że

Zwiększenie wynagrodzenia może nastąpić jedynie w ramach przychodów z innych źródeł niż dotacja budżetowa, o której mowa w art. 94 ust. 1 Ustawy.

To jest zrozumiałe.

Natomiast paragraf 7 mówi, że

Pracownicy posiadający uregulowania w akcie mianowania lub w umowie o pracę pozwalające na objęcie części wynagrodzenia 50% kosztami uzyskania przychodów, mogą otrzymać zwiększone wynagrodzenie objęte 50% kosztami za realizację dodatkowo powierzonych zadań, w wyniku których powstał utwór w rozumieniu Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych – załącznik nr 2 w zgodzie z obowiązującymi w tym zakresie przepisami podatkowymi.

Czyli (w trybie warunkowym) pozwala uzyskać dodatkowe wynagrodzenie po przedstawieniu utworu (w rozumieniu Ustawy o Prawie Autorskim). Aby wynagrodzenie takie otrzymać należy dzieło zdokumentować w Centrum Wiedzy i Informacji Naukowo-Technicznej i umieścić w Cyfrowym Repozytorium Politechniki Wrocławskiej. Przy czym dokumentowanie to odbywa się niezależnie od zgłoszenia publikacji w bazie DONA.

Aby sprostać wymaganiom czasów powstał system rejestracji (i zatwierdzania) dzieł wraz z odpowiednią instrukcją.

Zatwierdzaniem wniosków pracowników zajmują się kierownicy właściwych jednostek organizacyjnych.

Zarządzenia nie rozstrzygają trybu postępowania w przypadku publikacji, które zostały lub mają być opublikowane w materiałach zewnętrznych (książki, czasopisma) gdy Autorowi nie przysługują (lub nie będą przysługiwały) majątkowe prawa autorskie do utworu:

Jeżeli autorowi nie przysługują majątkowe prawa autorskie do utworu albo jeśli utwór został już opublikowany lub ma zostać opublikowany w celach komercyjnych? nie jest dopuszczalne udzielenie licencji Creative Commons.

Mówiąc w uproszczeniu oglądać trzeba umowę wydawniczą i to jak wyglądają klauzule związane z transferem majątkowych praw autorskich (i kto stawia znaczek ©).

Nowa ustawa zawiera również zapisy mówiące o nowym trybie komercjalizacji wyników prac badawczych. Spodziewam się, że również on będzie wymagał stworzenia odpowiedniego systemu rejestracji wyników prac badawczych…

Academica – nowe narzędzie Biblioteki Narodowej | Warsztat badacza – Emanuel Kulczycki

Zawsze chcemy mieć teksty źródłowe na biurku (czy ekranie), dostępne o każdej porze dnia i nocy. Ale, niestety nie zawsze jest to możliwe. Nawet w erze powszechnej cyfryzacji wszystkiego. Dopadają nas i prawa autorskie i zupełnie niedostosowana do nich starodawna instytucja biblioteki (akademickiej).

Wypożyczenia między-biblioteczne! Jakie (kiedyś) udogodnienie, Jakże rzadko dziś wykorzystywane.

Jakże karykaturalna realizacja „obietnicy” z początku lat dziewięćdziesiątych, że biblioteki i ich zawartość „będą w sieci”.

Współczesny naukowiec chce mieć całą literaturę przedmiotu „tu i teraz” i to najlepiej w wersji elektronicznej. Wynika to nie tylko z wygody wygodnictwa?, ale przede wszystkim z mocnych zmian samej komunikacji naukowej: publikujemy tak dużo – często niepotrzebnie – że zapoznanie się z aktualną literaturą wymaga nie tylko czasu na lekturę, ale również odpowiednich umiejętności. Mogłoby się wydawać, że problem z dostępem do literatury może wynikać jedynie z zasobności portfela. Jednak w tej sprawie pojawia się jeszcze druga okoliczność: niszowość i niskonakładowość publikacji szczególnie polskich publikacji naukowych, które wychodziły i wychodzą tylko drukiem – i właśnie na przeciw temu problemowi ma wychodzić Academica. To sprawia natomiast, że dostęp do niektórych pozycji jest bardzo utrudniony. Oczywiście są w kilku egzemplarzach w tym w Bibliotece Narodowej, ale trzeba się trochę naczekać, aby dany tekst zdobyć i przeczytać. Czekanie, czekanie, załatwiania i czekanie. Tak to dzisiaj wygląda. A mogłoby inaczej?

za  Academica – nowe narzędzie Biblioteki Narodowej | Warsztat badacza – Emanuel Kulczycki.

On Google’s Right to Know vs. Europe’s Right to Be Forgotten | New Republic

Complaining about the recent decision of the European Court of Justice on the so-called “right to be forgotten,” ‚s Eric Schmidt has invoked an intriguing legal defense to justify his company’s aggressive business practices: the right to know. The court wants Google to allow users to indicate those search results for their names that are “inadequate, irrelevant or no longer relevant” so that they can be removed from the search index. Arguing that the issue involves “a collision between the right to be forgotten and the right to know,” Schmidt wants us to believe that the court made an error while the nerdy wunderkinds at Google got the balance right on their first try.

 

Curated from www.newrepublic.com

W najbliższych latach na naszych oczach będzie toczyła się walka o nowy światowy porządek: czyją własnością są nasze indywidualne „wzorce zachowań”? Czy firmy, które nam dają „darmową pocztę elektroniczną’, ‚darmowe serwisy społecznościowe” czy inną chmurę mogą wykorzystywać zyskane o nas informacje do tworzenia swoich biznesów: firma ubezpieczeniowa oferująca nam ubezpieczenie na  najkorzystniejszych dla ubezpieczyciela warunkach?

Gadżety…

Świat pełen jest wynalazków, które bardziej zadziwiają niż są pożyteczne. I już zdążyłem się do tego przyzwyczaić. Ale czasami pojawia się coś takiego, co wzbudza zainteresowanie lub zadziwienie. Dziś kilka takich:

Pierwszy z dziedziny nowych technologii. Latarka zasilana ogniwem paliwowym. Energii starcza na 24 godziny świecenia, a żeby ogniwo ,,naładować” trzeba kilka minut. (Oczywiście ładowanie, w tym wypadku, oznacza napełnianie wodorem.) I można wylecieć w powiereze jak nie przestrzega się procedury.

Drugi wynalazek, który z pewnych względów mnie zinteresował to magiczne urządzenie pozwalające schłodzić puszkę piwa o kilkanaście stopni (około 17) i to w trzy minuty. Wykorzystuje pompę cieplną. I (ponoć) jest przyjazne środowisku. Tylko skąd brać czipsy?

Ostatni wynalazek to z tych praktycznych inaczej. Otóż żeby zachować higienę w toalecie wymyślono pisuar wyposażony w czuły na ,,dotyk” (wiadomo czego) ekran. Podczas odbywania czynności fizjologicznej użytkownicy mają okazję rozegrać prostą gierkę. Pozwala to sikającemu skupić uwagę… Ogromny postęp w porównaniu do plastikowych much, które widziałem w przydrożnych (autobahn mam na myśli) toaletach.

Fantastycznie jest być facetem!

Zabić bólem…

New Scientist opublikował właśnie doniesienia (Editorial: Pain-maximising weapon could be abused oraz Maximum pain is aim of new US weapon) o nowym rodzaju broni: służącej do wywoływania bólu. Podają już nawet jej zasięg: 2 kilometry.

Właściwie nic nowego pod słońcem: każde badania mające za podstawowy cel ulżenie człowiekowi w końcu znajdują zastosowanie militarne. Skoro już dobrze znamy mechanizmy rządzące bólem to lepiej potrafimy go leczyć ale też i wywoływać.

Pomijam szczegóły techniczne – jak selektywnie jej użyć przeciwko przeciwnikom? Jak się przed czymś takim bronić? I jak jej użyć (no, ale od czego są roboty)? W każdym razie cały czas słyszę „Medice cure te ipsum!”

Dobra rada dla sercowców…

Czasmi od spamu gorsze są e-maile przesyłane przez znajomych, którzy chcą się podzielić czymś śmiesznym, ładnymi obrazkami, ciekawymi sentencjami albo czymś takim.

Pomijam już fakt, że jest to bardzo często przesyłane jako wielki załacznik (obrazek, dokument Word czy prezentacja PowerPoint). Ale nie o tym rzecz…

Ostatnio jednak dostałem coś takiego co mnie zastanowiło i cały czas zastanawiam się czy zawarte tam rady są prawdziwe. W każdym razie wyglądają sensownie. Pomijam, że tekst ten zawiera nawoływanie do rozsyłania największej liczbie (nie)znajomych – zamieszczam sam tekst tu (pomijając obrazki). Przeczytajcie i oceńcie sami czy rady są słuszne.  Lepiej nie mieć okazji potestowa na sobie lub kimś bliskim 🙂

W każdym razie przeczytajcie komentarz na samym końcu.

Powiedzmy, ze jest 18.15 i wracasz do domu samochodem (oczywiście sam) po niezwykle ciężkim dniu pracy. Jesteś naprawdę zmęczony i sfrustrowany.

Jesteś naprawdę zestresowany i zdenerwowany.

Nagle odczuwasz SILNY BÓL w klatce piersiowej, który zaczyna promieniować w kierunku ramienia i w górę w kierunku szczęki. Jesteś w odległości zaledwie pieciu mil (1 mila = 1,61 km) od szpitala najbliższego miejsca Twojego zamieszkania. Niestety nie wiesz czy będziesz w stanie tam dotrzeć.

CO ROBIĆ???

Byłeś szkolony w udzielaniu pierwszej pomocy w przypadku pomocy w zawale serca , ale człowiek który prowadził szkolenie nie powiedział Wam jak postępować z samym sobą!!!

JAK PRZEŻYC ATAK SERCA KIEDY JESTEŚ SAM? Ponieważ wielu ludzi w trakcie dokonywania się zawału serca jest zdana na samych siebie, bez pomocy, osobie której serce bije nieprawidłowo i która zaczyna odczuwać omdlenie ZOSTAJE TYLKO OKOŁO 10 SEKUND ZANIM UTRACI PRZYTOMNOŚĆ!

ODPOWIEDŹ:

Nie panikuj, ale zacznij KASZLEĆ bardzo intensywnie powtarzając tą czynność Przed każdym kaszlnięciem powinien być nabrany głęboki oddech, kaszel powinien być głęboki i przedłużony w celu ewakuowania plwociny zalegającej głęboko wewnątrz klatki piersiowej. Oddech i kaszel musi być powtarzany co dwie sekundy bez przerwy aż do chwili przybycia pomocy, lub do chwili w której poczujesz, że serce ponownie bije normalnie.

Głęboki oddech doprowadza TLEN do płuc, a ruch zwiazany z kaszlem uciska serce i utrzymuje KRĄŻENIE krwi. Ciśnienie wywołane uciskiem na serce podczas kaszlu pomaga również odzyskać prawidłowy rytm serca. W ten sposób ofiary ataku serca mogą dotrzeć do szpitala.

Jeżeli ciągle macie wątpliwości – zerknijcie pod adxres: http://www.hoax-slayer.com/survive-heart-attack.html. Jest tam napisane, że tekst ten krąży w Internecie już jakieś 6 lat – same rady mogą, co prawda, w pewnych warunkach odnieść skutek, ale lekarze doradzają, żeby nie liczyć na cudowne działanie tej metody, tylko zatrzymać inny pojazd i wzywać kwalifikowaną pomoc…

Bajeczka matematyczna

Różne są bajeczki. Ta jest matematyczna. A wnioski zastanawiające…

Za siedmioma maksimami funkcji „sinus”, za jedenastoma minimami funkcji „cosinus” żyły sobie trzy wektory: Alfa Jeden, Alfa Dwa i Alfa Trzy. Żaden z nich nie był ortogonalny do swoich braci i żaden nie wydłużał się ponad miarę. Żyli pracowicie, cicho i skromnie, służąc wiernie panu swemu – Wyznacznikowi. Od świtu do nocy przesuwali bracia linie proste, obliczali iloczyny skalarne i kąty nachylenia, podpierali okręgi w ich punktach styczności i wystawiali swoje grzbiety prostopadle do różnych krzywych, które zadawał im ekonom, bezlitosny Minor. Pomimo to byli szczęśliwi. W wolnych chwilach uprawiali swoje własne, styczne do chatki, pole wektorowe – a choć skromne to było poletko (trochę snopów koherentnych, nieco liści Kartezjusza, dwa czy trzy ślimaki Pascala), przecie nie narzekali na swój wektorowy los.

Ale niedługo trwało szczęście braci. „Obrócę płaszczyznę o kąt fi i przyrównam każdemu jedną współrzędna do zera” – zagroził Minor. A jakże to żyć wektorowi na płaszczyźnie z jedną tylko współrzędną? Zmartwili się bracia i postanowili uciec od Wyznacznika i jego Minora tam, gdzie znajdą dogodny i prawy układ współrzędnych. Pokłonili się starej Macierzy, podjęli ją za kolumny, po raz ostatni obejrzeli się na swoje, teraz już zdegenerowane, pole wektorowe, zaczerpnęli potencjału ze studni i poszli po trajektorii przed siebie.

Idą, idą, idą – rodzinna chatynka widnieje na horyzoncie już pod kątem mniejszym niż epsilon (a trzeba ci wiedzieć, że dawniej nie takie epsilony bywały, jak dziś) – aż tu nagle strumyk paraboliczny przed nimi się modrzy i akurat zmienia znak pochodnej. „Ech, połowić by rybki-skalary” westchnął Alfa Jeden. „A czemu nie?” – zgodzili się bracia. Z punktu brzegowego zarzucili do wody siec, skonstruowana uprzednio w misterny sposób za pomocą cyrkla i linijki. Ciągną, patrzą, oczom nie wierzą: w sieci pi-ryba trzepocze, ludzkim głosem przemawia: „Wypuście mnie, mileńcy moi, a ja się wam odwdzięczę”. Wypuścili bracia pi-rybe na wolność i idą dalej. Patrzą, a przy drodze mały Argument leży. Próbuje się podnieść do kwadratu, ale że schudł już bardzo i jest mniejszy od 1, wiec co pomnoży się przez siebie, to staje się jeszcze mniejszy. Ulitowali się nad nim bracia, dodali do niego 1 i dopiero potem podnieśli do kwadratu, potem jeszcze raz i jeszcze raz. Wzrósł Argument i powiada: „Dziękuję wam pięknie. Idźcie swoja droga, a ja jeszcze się wam przydam”. Nie zdążyli bracia ani 2^(-n) mili przejść, patrzą, stoi przy drodze chatka na kurzej łapce. „Hej chatko, chatko, odwróć się do nas plusem, do lasu minusem” – wołają. Zakołysała się chatka, odwróciła. Otwarły się drzwi. Weszli bracia i dusza im się raduje. Stoi pod piecem stół, wszelkim jadłem zastawiony. Podjedli bracia, odpoczęli, potem znów pojedli i znów odpoczęli, następnie trzeci, czwarty, … n-ty raz pojedli i odpoczęli. Już, już mieli przejść z n do granicy, a tu nagle zza pieca wychodzi stwór kosmaty: jakby kwantyfikator, ale czy on ogólny, czy szczególny – nie odróżnisz. „Bracia, bracia, ratujcie mnie. Już pół życia siedzę tu pod władzą czarownika de Morgana za to, że odmawiałem zaprzeczenia implikacji.” Wzruszyli się bracia losem Kwantyfikatora i zabrali go ze sobą. Idą wesoło przed siebie. Obejrzeli się. Leci po niebie strzała. Uderzyła o ziemie, schowała ostrze, wygięła się złowrogo i zmieniła się w śliski, ohydny znak negacji. „Uciekajmy co sil w nogach – wykrzyknął Kwantyfikator – bo nas tu wszystkich zaneguje”. Puścili się bracia pędem, uciekli de Morganowi.

Bajka przędzie się kołem, rzecz się toczy z mozołem. Długo trwało, zanim ujrzeli bracia przed sobą mury prastarego grodu Trygonoma, który jeszcze car Heron wybudował. I rosły przed braćmi mury Trygonoma tak, jak rośnie wykres funkcji y = 1/x przy x dążącym do zera z prawej strony. I rozbiegały się z trzech wież Trygonomu promienie złociste tak, jak są rozbieżne sumy częściowe szeregu harmonicznego 1+1/2+1/3+1/4+1/5+… Zaszli bracia do gospody „Pod Pierwiastkiem”, pogadali z karczmarka, gruba Sigma. Opowiedziała ona o wielkim nieszczęściu, jakie przed laty nawiedziło prastary Trygonom. Panował był w Trygonomie teraz już stary i siwiuteńki książę Tangens wraz ze swa piękną niegdyś małżonką Tangensoida. Mieli przed laty śliczną córeczkę Asymptote, ukochana obojga księstwa i ludu. Miała być podporą dla rodziców na stare lata, gdy już blisko im będzie do nieskończoności. Aliści zdarzyła się rzecz straszna. Na uroczyste nadanie kierunku Asymptocie nie zaproszono starej wróżki Transpozycji. Była to zła wróżka i prawdę powiedziawszy, nikt jej w księstwie nie lubił, a i ona stroniła od ludzi. Jednak, gdy dowiedziała się, że nie została elementem zbioru gości, z zemsty wyrzekła przepowiednie, że gdy księżniczka dojdzie do lat siedemnastu, porwie ja de Morgan.

Nie bali się tej wróżby Tangens i Tangensoida. Wyznawali bowiem logikę wielowarstwową i nie przypisywali przepowiedni Transpozycji żadnej dodatniej wartości. Na dowód tego w dniu 17-tych urodzin Asymptoty wyprawiono wielki bal. Nie było równego mu balu ani przedtem, ani potem w całym obszarze ciągłości Tangensa. Młody lokaj Gauss, świeżo ukończywszy dowód konstrukcji, pięknie przystroił sale balowe siedemnastokątami foremnymi. Przybyły na bal wszystkie pokrewne funkcje trygonometryczne i hiperboliczne, książęta dx i dy, a nawet stary dziwak Area-Cosinus Hiperboliczny, którego nikt nigdy bez krzywej łańcuchowej nie widział. Kto chciał, tańczył, kto nie chciał – robił co innego, bo kraj był demokratyczny. Starsi wspominali czasy, gdy jeszcze wzrastali i mieli dodatnią pochodną, średni wiekiem robili analizę harmoniczna swoim towarzyszkom, nieprzeliczalna służba na każde skinienie różniczkowała gościom jadło i napitki. W zacisznych kącikach młodzi całkowali się ukradkiem po dt, ale zanadto się z tym nie kryli. Książe bowiem rozumiał młodzież i niejedna młoda wypukła funkcja znalazła na jego dworze styczność drugiego rzędu z jakimś przystojnym i silnie zbieżnym funkcjonałem.

Nagły podmuch zgasił wszystkie świece, wśród gości pojawiły się zbiory rozmyte, a gdy fagasi wnieśli nowe, punktowe źródła światła, wtedy okazało się, że wśród uczestników balu nie ma już Asymptoty-krasawicy. Wykazano wnet (indukcyjnie, że względu na liczbę obecnych na sali gości), że porwał ją de Morgan, zaprzeczając rozkazom księcia i warunkom wejścia na bal. Tak oto spełniła się przepowiednia wróżki Transpozycji. Od tej pory smutek zapanował w całym grodzie. Nikt nie rozwija się w szereg, nie całkuje i nie mnoży. Młode Różniczki dawno już zmieniły się w stare Różnice, mało które zmieniły znak z – na +. Po bokach trójkątów grasują zdziczałe kąty i nie zawsze staremu wiernemu hajdukowi Euklidesowi uda się je zsumować do 180 stopni.

Głęboko zapadła braciom w dusze opowieść Sigmy i postanowili wyzwolić z rąk de Morgana nadobną Asymptotę. Udali się najpierw do wróża Bezouta. Siedzi Bezout za stołem, pierwiastki liczy kołem, gdy nie masz „u”, kolego, nie przychodź do niego. Przynieśli bracia cztery nietrywialne pierwiastki, wręczają Bezoutowi i pytają, jak pokonać de Morgana. „Trudna to sprawa – rzecze Bezout. – Więzi on wiele kwantyfikatorów i pokonać go tylko możecie śmiało omijając prawo wyłączonego środka. Ale oto ciemnieje moja kryształowa pseudosfera: znak, że uda się wasze przedsięwzięcie.”

Podziękowali bracia Bezoutowi, dodali jeszcze trzy pierwiastki (niezwyczajne, kwadratowe) i stoczyli się po linii najmniejszego spadku z murów Trygonoma. Kwantyfikator został barmanem pod pierwiastkiem, a Alfa Jeden, Alfa Dwa i Alfa Trzy poszli po gradiencie w kierunku widniejącego lasu, tak gęstego, jak liczby wymierne po prostej. Jak tu przejść? Ale oto machnął jeden brat przekrojem Dedekinda, machnął drugi, potem trzeci: skonstruowali bracia liczbę niewymierna 2^sqr(2) i przeszli przez las. Wnet zagrodził im drogę potok wypełniony cieczą nieściśliwą i nielepką. Niezwyczajny to potok – pełen turbulentnych wirów i punktów osobliwych. „Co robić?” – dumają bracia – „Gdybyż mieć chociaż spiralę logarytmiczną!”. Ale któż to pyszczek z wody wystawia? Pi-ryba! Przewiozła braci, jednego po drugim, na drugą stronę. Pokłonili się jej bracia w pas i poszli dalej, bo już było widać ogromną górę Modul, a na niej zamek de Morgana. Doszli bracia pod samą górę i zmartwili się. Bo, wprawdzie do zamku droga prosta, stopnie zapraszają do wejścia, ale co to za stopnie? – śliskie jak lód, gładkie tak, że co postawisz nogę na jednym to spadasz na drugi, próbują bracia i próbują, ale nawet na pierwszy stopień wejść nie mogą. Nagle jak spod ziemi wyrasta Argument – ten, którego kiedyś od zniknięcia uratowali.

Podstawił się Argument do zmiennej niezależnej, zaburzył współczynniki przy równaniach schodów, zmniejszył gładkość i weszli bracia na górę. Ale do samego zamku jeszcze długa droga. Wejścia pilnuje pies Boole-dog, sierść na nim jeży się jak wykres funkcji y = sin 1/x, szczerzy zęby i warczy. Za Zapisem Peauceliera stoi: kto psa pokona, wnet go Inwersor w środek inwersji postawi i za płaszczyznę wyrzuci. Nie stracili głowy bracia. Sinus 1/x przez x pomnożyli i go w zerze uciąglili. Potem owinęli się wstęgą Mobiusa i czekają. Zabrał się Inwersor do odwracania wstęgi Mobiusa, ale że jest to powierzchnia jednostronna, nic się braciom nie stało.

Wychodzi na to sam de Morgan z suką Negacja, operatorem Minusem i starym czarownikiem Tercjanem. Wektorom znaki pozamieniać chce, od poprzednich wartości odjąć i tak to przyrównać braci do zera. Pobledli bracia, „Już po nas” – myślą – „Już nie ujrzymy starej Macierzy”. I stałoby się tak, gdyby nie Kwantyfikator „Istnieje Iks”, który w samą porę przybiegł z Trygonomu, jeszcze w fartuchu barmana. Zagryzł Negacje, stał się kwantyfikatorem „Istnieje Iks taki, że Nieprawda Że Igrek” i zaczął przekształcać de Morgana, a bracia pomagali mu z drugiej strony. Rachunki logiczne przeprowadzają, a z prawa wyłączonego środka nie korzystają. „Tertium non datur” – woła de Morgan, ale Tercjan nie słyszy. Upadł de Morgan. Już po nim. Otworzyli bracia de Morganowe nawiasy i zaraz ukazała im się długa linia prosta, w której natychmiast rozpoznali księżniczkę Asymptote. Wkrótce nadjechał i sam Tangens. Wziął córkę w ramiona i rzekł braciom: „Mam ją tylko jedną, a was jest trzech. Niech najstarszy weźmie ją za żonę. Dam mu dogodne współrzędne: dwakroć PI/2 i grupę Translacji w dziedziczne władanie”.

Nie minęło i e niedziel, a w Trygonomie odbył się huczny ślub, po którym nastąpiło skromne wesele. Byli na nim obecni wszyscy bracia: Alfa Jeden, Alfa Dwa i Alfa Trzy. Przybył (uszlachcony przez Tangensa) Argument w kokilce ciągnionej przez kare bułanki, Pi-ryba wystąpiła w przepięknej galarecie z jarmużem i bedłkami, a piwo gościom rozlewał sam Kwantyfikator, obecnie już właściciel zajazdu „U z daszkiem”. Nie musieli długo czekać na księstwo. Alfa Jeden podziałał sobą na księżniczkę Asymptotę (teraz już swoją żonę x=PI/2) tak, że na płaszczyźnie pojawiły się wkrótce w regularnych odstępach nowe asymptoty, a stary Tangens i Tangensoida mogli wreszcie spokojnie przejść do nieskończoności.

Nadesłał zaprzyjaźniony student. Dziękuję